Gdybyście mieli jakieś pytania lub chcielibyście do mnie po prostu napisać prywatną wiadomość, możecie skontaktować się ze mną mailowo: olka.fasolka000@gmail.com

wtorek, 25 lipca 2017

Wycieczka do Warszawy

Wsiąść do pociągu byle jakiego ...

Obiecałam dzieciakom, że je zabiorę pociągiem na lody do Warszawy (dzisiejsze dzieci prawie w ogóle nie znają tego środka lokomocji). A sobie obiecałam, że sama ocenię nasz nowy dworzec Łódź Fabryczna co do barier.


Pociąg wcale nie byle jaki. Pendolino pierwsza klasa. Nawet toaletę miał dla niepełnosprawnych, z której z Olą skorzystałam rzecz jasna. 


Po ulokowaniu się w wagonie dla niepełnosprawnych, ruszyliśmy po krótką acz fascynującą przygodę. 


Młodociane towarzystwo było tak podekscytowane, że ani razu się nie kłócili. 

W warszawie zaliczyliśmy Pałac Kultury - był najbliżej dworca. Dzisiejsze dzieci nie dość, że nie jeżdżą pociągami to jeszcze nie wiedzą, że Pałac Kultury to taki mały prezencik od Rosjan. 


W Pałacu Kultury trafiliśmy na super wystawę techniki. 
Były auta ... 



Były motory ... 


I były postacie z bajek ...



I jakby co Królowa jest tylko jedna !


Zaliczyliśmy również wystawę pająków.



I trzeba było kierować się na dworzec. Ale zaraz zaraz, gdzie obiecane lody?! Były - na dworcu.



W oczekiwaniu na pociąg, Witek polerował tyłkiem peron ... 


A Ola próbowała rozpracować butelkę z piciem ... 


W drodze powrotnej śpiewałam dzieciom piosenkę ... "Barwnych miast jest co nie miara, Berlin, Praga, Paryż, Rzym. Lecz mnie Łódź urzekła szara, łódzkich fabryk dym. Sam nie wiesz kiedy Łódź schwyciła Cię w swą sieć. Łódź woła teraz wróć - tu pracuj i tu siedź. O najpiękniejsza z miast ... "

Znacie? 

Dzieciaki nie znają. Nie uczyły się w szkole. 



Piękny ten nasz dworzec. I tu muszę pogratulować Pani Prezydent Miasta Łodzi Hannie Zdanowskiej i wszystkim budowniczym i architektom. Dworzec Łódź Fabryczna oceniam jako dworzec BEZ BARIER ! 

aut. Makka.




wtorek, 18 lipca 2017

Tymczasem Zbieramy Przeżycia


Takie przesłanie dnia napotkałyśmy dziś na spacerze ... wiele osób po prostu je zdeptało albo przeszło obojętnie ... my wzięłyśmy sobie te słowa do serca i tym razem, po rundzie wokół Parku Sienkiewicza, wróciłyśmy inną drogą do domu. Spotkałyśmy tam Juliana Tuwima, który udawał, że nas nie zna, ale co tam, Olka i tak zrobiła sobie z nim fotkę.


Ten Tuwim oprócz tego, że to wielki wieszcz z miasta Łodzi to i umie się skubany teleportować. Tu za kawałek siedział już na Pietrynie i rozmyślał:

"Niby zwykły lecz niezwykły dzień słońca nie zapędzi w cień. W tym dniu musi być słonecznie, bo w takim dniu jest to konieczne. Siedzę na mojej ławeczce i przyglądam się ludziom, niektórych zajętych, a innych próżnych. Myślę sobie o tych osobach jako szlachetnych w swych rodach. Ta pani na szpilkach z pierzastym wężem będzie królową Anną. Kto jeszcze? A ten pan z miną srogą, będzie rycerzem wraz ze swą trwogą. A król, hmm..., kto by to był ? O, już chyba mam! Idzie pan z uśmiechem, idzie zamyślony, jakby królewskie plany obmyślał rozmarzony. Zaraz...ojej! Już ta godzina?! Już się rozmyślań koniec zaczyna. Wracam do domu z wyobraźni ławki I myślę sobie... Te domy- to moich przechodniów zamki. Jutro przyjdę tu znów, aby w marzeniach snów ukoronować kilka głów" 


Przez godzinę spotkało nas wiele radości. Spotkany w parku Pan oddał nam swoje okruchy chleba i karmiłyśmy gołębie. Było przy tym śmiechu co nie miara. Zleciało się chyba całe tutejsze towarzystwo. 

I Ty możesz zwykłym uczynkiem umilić komuś dzień. Podaj starszej osobie rękę przy wysiadaniu z autobusu, wysłuchaj kogoś, być może samotnego, na przystanku, przepuść kobietę w ciąży w kolejce, pomóż sąsiadce z zakupami lub po prostu  SZEROKO SIĘ UŚMIECHNIJ - i chwytaj każdy dzień. 

Czołem ! 


niedziela, 9 lipca 2017

Piknikowo


Oto nasz pomysł jak spędzić miło dzień w mieście, a zarazem na łonie natury. W Łodzi, z jakieś 6 km od ścisłego centrum miasta, mamy Stawy Jana. Wystarczy zaopatrzyć się w kocyk lub tak jak my w dużą i mięciutką matę, załadować koszyk pysznościami i po prostu zalegnąć na trawie. 



Potem te pyszności wypakować i zacząć spożywać. Na początek zjedliśmy po tortilli przygotowanej przez Baśkę. Ktoś może pomyśleć, że jak Baśka robiła to pewno na słodko, ale muszę Was rozczarować. W środku był tuńczyk, fasola, kukurydza, pomidory i oliwki. 




Olka nadzorowała psy, żeby nam się towarzystwo nie rozeszło, a w tym czasie Kuba skoczył po deser. I przyniósł nam pyszne lody.  





Potem nie mogło zabraknąć rundki w kulki i serfowania po necie. Każdy ma przecież jakieś swoje uzależnienia. 



 Ale i znalazł się czas na przytulańce i sesje zdjęciową







Jeden przedstawiciel naszej piknikowej bandy, który zaznał kąpieli to Reksio. Ten to by mógł z wody nie wychodzić. I tylko rzucać mu patyki...



I nawet Sasi, po uporczywych namowach Baśki, nie skorzystała z propozycji i jak przystało na prawdziwą damę  futra nie zmoczyła. Jedynie łapki, ale zrobione to było z dużym niesmakiem :)

Pozdrawiamy i przypominamy, że jeszcze miesiąc z kawałkiem i startuje WYPRAWA - Marsz wzdłuż Wybrzeża Bałtyku. My już nie możemy się doczekać, a Wy ??? 

Baśka, Buba & Ola 


czwartek, 22 czerwca 2017

Pożegnanie ze szkołą

Nadszedł czas pożegnania ze szkołą, w której krnąbrna indywidualistka Ola spędziła 11 dobrych lat.
Z tej okazji chcieliśmy, w Jej imieniu i swoim własnym, podziękować całej kadrze i wszystkim pracownikom szkoły za wysiłek i wielkie serce, oferowane dzieciom, wymagającym szczególnej troski.
Dziękujemy serdecznie wszystkim i każdemu z osobna:
Kochanej Pani Dagmarze (Mojej Pani), z którą Ola spędziła nie tylko 10 lat nauki w szkole. Był też czas zabaw przy ognisku i zabaw szkolnych oraz i wycieczek dalekich i bliskich. Każda nieobecność Pani Dagmary budziła w Oli ogromny niepokój, wyrażany w przezwisku " fifka", a które Pani odbierała ze zrozumieniem, jako przejaw miłości i tęsknoty niesfornej uczennicy;
Pani Marcie - tegorocznej wychowawczyni, która godnie zastępowała Panią Dagmarę i zdobyła sympatię i akceptację uczniów;
Pani od religii za podejmowanie kolejnych prób uczynienia z Oli pokornej owieczki;
Pani logopedzie za naukę każdego nowego słowa, które teraz układają się niekiedy w całe zdania;
Pani psycholog i pedagog za troskę w nadzorowaniu procesu nauczania;
Nauczycielom WF - za zaszczepienie pasji do gry w unihokeja;
Pani od muzyki - może miłości do orkiestry nie dało się zaszczepić, gdyż wiadomo, że Ola nic nie robi na żądanie, ale często słuchamy Waszych utworów. Ola je lubi i sama się domaga ich odtwarzania. Chętnie tańczy;.
Pani Eli pielęgniarce - za troskę i profesjonalną opiekę medyczną;
Paniom Woźnym i Panu Woźnemu- za cierpliwość, wyrozumiałość i matczyno-ojcowską opiekę. Wprawdzie, niekiedy Ola wracała zimą w kurtce założonej tył na przód, ale tylko my wiemy, jaki bój trzeba było stoczyć, aby tę kurtkę Oli założyć;
Paniom kucharkom- za pyszne obiady i troskę o to, aby Ola je zjadła;
Dziękujemy całej kadrze pracowników merytorycznych i administracyjnych szkoły

absolwentka Ola z rodzicami

Tak Ola pożegnała się ze swoją szkołą po 11 latach. Od nowego roku szkolnego idzie do nowej szkoły ale to już inny rozdział jej życia i temat na kolejny wpis. 



sobota, 10 czerwca 2017

Spartanie

Mam odczucie, że nasza rodzina z lekkim opóźnieniem wybudziła się z letargu zimowego. Bo cisza w eterze trwała dość długo. Nie wiem właściwie, co spowodowało taką aktywność pisarską … czy to letnie powietrze, czy ozon w powietrzu po burzy, czy różne różniste wiersze i twórczość Cioci Marylki czy może po prostu najedliśmy się do syta na naszym Święcie Rodziny…


Ostatnio w rozmowie z Cioteczkami został poruszony temat Spartan … i ich stosunku do chorych dzieci. Podobno zrzucali je ze skał… działo się to wszystko, jak wyczytałam, jeszcze przed naszą erą … a tu okazuje się, że w naszej erze i to w XXI wieku są jeszcze potomkowie Spartan i również chcieli by robić taką „naturalną” selekcję. Oczywiście to nikt z naszej rodziny – dla jasności.

Gdybym mogła przenieść się w czasie i poprosić tych Spartan by zrzucali idiotów, fanatyków i większość beneficjentów 500+ z tych skał, to może w tym XXI wieku żyło by nam się ciut lepiej. I to nie żebym teraz tu narzekała i użalała się jak mi źle. Nie nie nie …
Jest mi bardzo dobrze. Mam pracę i pracuję uczciwie, przez co zasilam mój portfel. Nie stoję w kolejce w MOPSie, tylko wstaję rano, jem śniadanie, myję zęby i idę jak to mówię na „siłkę”, bez karnetu i w dodatku jeszcze mi za to płacą. Wieczorem wracam, wchodzę do sklepu i kupuję torby żarcia za swoje, nie za pieniądze innego podatnika. Potem mam czas dla siebie, na swoje zainteresowania, na spacery z psami i na odpoczynek. Nie wychodzę do bramy by obalić setunię i przepalić całą paczkę fajek. Bo żeby jeszcze ktoś robił to za swoje to nie miałabym nic do tego, ale robią to zazwyczaj za kasę z podatków – ludzi ciężko pracujących. I czy gdyby taki Pan Spartan spotkał taką Makkę z Olą, które jak prawdziwe wojowniczki oprócz piaszczystego brzegu naszego Morza Bałtyckiego, równie zaciekle pokonują różne przeszkody i trudności życia codziennego, to czy on rzeczywiście miałby ochotę je zepchnąć z tej nieszczęsnej skały??? Mnie się wydaję, że nie. Może się mylę, ale dla mnie gorsze od niepełnosprawności jest bycie człowiekiem roszczeniowym. Człowiekiem, który nic sam od siebie nie da, a sam brał by tirami i pchał do domu ile wlezie.

Szacun dla Makki i Oceca Oli za to, że tworzą świat bez barier. Ciężko harują na to by Olka była jak najbardziej samodzielna, żeby wszystko zobaczyła, dotknęła, żeby nie odstawała. Bo podobno Ola miała być rośliną? A dzięki ich wielkiemu zaangażowaniu ta dziewczyna chodzi do szkoły, uczestniczy w życiu całej rodziny, ma przyjaciół, widziała już wszystkie miasteczka nadmorskie na odcinku Świnoujście – Gardna Wielka i przejechała po plaży przeszło 200 km, była na Kasprowym Wierchu, na autokarowej wycieczce we Francji i mimo, że miała leżeć i nic nie mówić to potrafi do wszystkich uparcie telefonować i o wszystko się zapytać, łącznie z tym czy nie zapomniałam dać psu leki. A jak jeszcze nie dałam, to zbiorę ostry opierdziel i zostanę nazwana starym gadem ;)

Powiem Wam, na prawdę czasem mam ochotę kogoś zrzucić – tak na przykład z 10 piętra, bo po prostu nie mam w pobliżu żadnej skały. Ale na pewno nie jest to Olka ani inna znana mi osoba niepełnosprawna. Są to za to członkowie grup, którzy w moim mniemaniu pobierają zasiłki nie zasłużenie oraz fanatycy religijni i nie mam tu tylko namyśli islamu, ale ludzi, którzy dziś o 20:00 krzyczą pod krzyżem.



Wszelkie skargi i zażalenie odnośnie powyższego teksu proszę kierować bezpośrednio do mnie czyli do Baśki.


piątek, 9 czerwca 2017

Zaraz zaraz

Zaraz zaraz! Cioćka mnie wyprzedziła, bo przed Świętem Rodziny odbyła się I Komunia Święta mojego wnuka Witka. I o tym wydarzeniu napisałam, tylko Cioćka była pierwsza jako, że u mnie z komputerem podobnie jak z gotowaniem.
Zatem wróćmy do tego wydarzenia.
Tydzień przed I Komunią przyjechał do nas Wituś i płacze.....
- że nie umie "Wierzę w Boga"
- że jak się nie nauczy to Siostra Go nie dopuści za tydzień do Komunii (a tu sobota wieczór i jutro ostatnia szansa na zaliczenie)
- a jak Go Siostra nie dopuści to będzie miał karę.
Cóż trzeba było wziąć się za naukę, która szła dość opornie. W niedzielę szykujemy się do Kościoła, powtarzając nieszczęsną modlitwę ,a tu bach!
Olka ma FOCHA. Siedzi w piżamie, nie chce się ubrać i awantura!
Olka w piżamie, Witek płacze, bo nie zdąży zaliczyć przed mszą. Oszaleć można!
Z katastrofy wybawił nas Ocec. Ja pojechałam z Witkiem pędem do Kościoła, a Ocec z Fochem już ciut mniejszym, spóźnieni pod Kościołem. Na zaliczenie przed mszą nie zdążyliśmy.
Siedzę z wnukiem, zerkam kątem oka i widzę oczy wielkie i coś "mokre". Szturcham Go i szepczę.
"nie martw się, jak Cię Siostra nie dopuści to i tak to jakoś załatwimy".
Chyba się uspokoił, ksiądz prawi kazanie, obok przygotowują chrzcielnicę do Chrztu, a ja dumam nad mijającym czasem.
Z zadumy wyrwał mnie konspiracyjny szept Witusia.
"Babcia patrz! Złoty garnek mają". Więc tłumaczę, też konspiracyjnie.
"To nie garnek, to Chrzcielnica. Ty, jak byłeś malutki, to też tu byłeś chrzczony". Msza dobiega końca.Widocznie moje tłumaczenie nie uspokoiło Wnuka, bo po chwili znów mnie szturcha i pyta.
"Całego mnie tu włożyli?"
"Nie Witusiu, tylko główkę polali".
I tak dobrnęliśmy do końca mszy. Przyszedł czas na zaliczenie modlitwy. Podchodzę do Siostry i mówię, że Wituś jest przygotowany, że może zaliczać. A Siostra? Powiedziała, że czas minął, Że teraz jest zajęta, odwróciła się na pięcie i odeszła. Oczy Witka były znów wielkie i znów mokre Postanowiłam działać. Podeszłam do Siostry i mówię."Proszę poświęcić mi minutę! Jestem babcią Witka. Wituś chciał zaliczyć, umie "Wierzę w Boga", bo Ja Go nauczyłam. Rozumie Siostra?! Jestem babcią i wiem co mówię! Czy Witek idzie za tydzień do Komunii? Jest to dla mnie ważne". Siostra cóż, chyba nie miała innego wyjścia i dopuściła Witka do Komunii.
Foch opanowany,  "Wierzę w Boga" zaliczone bez zaliczania, można jechać do Prababci na imieninowy obiad. Za tydzień odbyła się I Komunia Witka, a ja znów obserwując dzieci popadłam w zadumę nad mijającym czasem. Dopiero Madzia w tym Kościele szła do Komunii i tak się kręciła,że wianek się przekrzywił. Kilka lat później Ola, która ogólnie Komunii nie przyjęła, bo miała jednego z wielu fochów, a teraz Witek. Ten mały blondynek z dużymi oczami co siedzi w ławce i ściera czubki swoich nowiutkich butów.
                                                          MAKKA

czwartek, 8 czerwca 2017

Święto Rodziny

Kilka lat temu Agnieszka wprowadziła nową, świecką tradycję i w każdą pierwszą sobotę czerwca organizujemy Święto Rodziny. Innymi słowy robimy pospolity spęd krewnych dalszych, bliższych i znajomych. I jak co roku zapominamy zrobić wpis na ten temat, ale tym razem zawzięłam się!
Jest spęd, jest wesoło, a skoro się weselimy to i pierwszy taniec młodej pary, tfu...młodych gospodarzy musi być :)


Jak pamiętamy z wakacyjnych wypraw, kuchnia nie jest najmocniejszą stroną Agi, więc karmieniem zajął się Dyzio.


Nasza rodzina znana jest z artystycznego zacięcia różnej maści, ale Aga dała taki szoł, że postanowiłam w przyszłym roku wyposażyć się w kamerę. Nawet ciocia Marylka nie dałaby rady opisać tego, co my usłyszeliśmy ;)


Jak to prawdziwa gwiazda miała swój chór...czy też budkę suflera ;)


Jak to mawiał klasyk "śpiewać każdy może", więc bez krępacji na podbój publiczności ruszyło też młodsze pokolenie...


A pokolenie starsze dołożyło przecudnej urody choreografię...


Nasz rodzinny bard zadedykował swojej żonie Ewie piosenkę o ... Ilonie :)


Tu już chyba poszło na rockowo...


i rockendrolowo...


W przerwach między występami zorganizowaliśmy dla dzieci dodatkowe atrakcje np.malowanie paznokci... 


czy też degustację głowy wujka Tomka...


Nie tylko śpiewać, ale i tańczyć każdy może. Nawet jeśli trochę lepiej lub trochę gorzej ;)


Bez względu na talenty naszych śpiewaków i tancerzy, to jednak Olka jest prawdziwą gwiazdą, więc rozdawała autografy na czym popadnie...chociaż, chciałoby się rzec, gdyby kózka nie skakała, to by Olka nie podpisała ;)


Nasze święto zbiega się z urodzinami Oli. I ja jako Makka chrzestna postanowiłam w końcu zadbać o jej muzyczne wychowanie. Dostała więc swoją pierwszą dorosłą płytę! Nie jakieś tam skrzeczące disco (żeby nie nazwać tego po imieniu disco polo), ale kawał dobrej muzyki o Łodzi...(dla ciekawych i ciekawskich można podsłuchać; https://www.youtube.com/watch?v=Py88pa26rwg


I jak co roku ciężko było się rozstawać, ale już zaczynamy żyć wyjazdem, więc będziemy na podglądzie :)

P.S.1 Tak czytam, co napisałam i sprawdzam literówki i...ciężko jakoś. Jednak jak nikt Ci nie dyszy w kark i nie dopowiada "ej, napisz jeszcze to, i jeszcze to", to tekst się nie klei. Zapewne w sierpniu będzie lepiej :)
I jeszcze chciałam nadmienić, że w tym roku, jak co roku, czekamy na wyjazd, ale przygotowań nie ma wcale. My już wszystko chyba wiemy. Co prawda ekipa pierwsza nie pamięta gdzie skończyła ekipa trzecia, ale co tam.. damy radę. Kto jak nie my!
P.S. 2 Własnie dowiedziałam się, że Agnieszka kupiła sobie mapę Polski. Jednak przygotowania są, ale po co jej mapa????